Żołny..

Żołny..

Aby spełnić wspólne marzenie wraz z Michałem wybraliśmy się w poszukiwaniu żołn. W Polsce znane są 2 miejsca gęstszego zasiedlenia tymi ptakami. Jako, że najbliżej było nam do tego będącego na Podkarpaciu nie mieliśmy innego wyjścia jak odwiedzenie tych pięknych ptaków. Miejsce to stare wyrobisko piasku na ścianie którego znajdują się norki. Na miejscu zjawiliśmy się ok. 17. Od razu po zajechaniu na niebie widocznych było ok. 10 osobników. Słońce dogrzewało tak jak zakładaliśmy, co tylko miało nam pomóc. Szybkie rozłożenie namiotu, kilka siatek no i czatowanie… Jednak nasze maskowanie widocznie było zbyt dużą nowiną i żołny siadały kilka patyków dalej, skutecznie uniemożliwiając fotografowanie.
fot. Dawid Magdoń

W powietrzu znajdowało się w szczycie do ok. 20 sztuk. Cały czas z pokarmem w dziobach. Od czasu do czasu donośnym stukaniem ‚obijały’ o patyk osy czy inne owady. Do wieczora tylko raz na patyku usiadła żołna. Z zajściem słońca zbieramy się, i jednocześnie montujemy namiot w miejscu przygotowanym na wschód słońca. Około godziny 22 wybieramy się na w okoliczne pola. I tam oto w odległości ok. 5-7m widzimy 4 plamy. W lornetce dopiero mogliśmy zobaczyć, że były to dwa dorosłe i dwa młode borsuki buszujące w kukurydzy. Były tak zaciekawione nami, że 2 osobniki podeszły na odległość ok. 2,5m. Gdy spokojnie wróciły w kukurydzę nad naszymi głowami przeleciał polujący puszczyk. Był to dobry prognostyk przed jutrzejszym dniem. Wstajemy przed 4 i parę minut po jesteśmy już w namiocie. Gdy pierwsze promyki zaczęły witać nas, na gałązce przywitał nas kląskawka. fot. Dawid Magdoń

Na patyku oprócz kląskawki siadały, także inne ptaszyny. fot. Dawid Magdoń

Dwa razy odwiedziły nas żołny. Gdy nadeszła godz. 9, a zdjęć brak postanowiliśmy zrezygnować z wielkiego namiotu na rzecz siatek i karimaty. Rozkładamy się w pozycjach leżących i czekamy. Po kilku minut na kołku siada żołna, po niej druga, trzecia i czwarta na kołku który jest 1m bliżej siada jeszcze dwie. Nad głowami lata jeszcze drugie tyle. Dookoła nas słychać charakterystyczne ni to śpiewanie ni to szczekanie. Okazuje się, że namiot okazał się zbędny w naszej wyprawie. Robimy pierwsze zdjęcia…
fot. Michał Kut

Raz motyl, drugim razem trzmiel, później osa a na końcu znowu ważka. Pełną kartę dań posiadają żołny.
fot. Michał Kut

Chociaż miejsce okazało się świetne to posiadało swoje mankamenty. Tutaj nie mieliśmy dopracowanego tła, które jest najsłabszym elementem zdjęć. Lecz traktujemy to jako plus, gdyż stał się on motywacją do kolejnego odwiedzenia kolonii żołn.
fot. Dawid Magdoń

Gdy karty zostały zapełnione zdjęciami atlasowymi, postanowiliśmy w tym samym czasie bez komunikowania się na zdjęcia z lądowań. Ustawienie kadru, parametrów no i wężyk spustowy w dłoni.
fot. Michał Kut

Ciężko było opanować tyle lądowań. Największym problemem było obniżanie się gałązek pod ciężarem ptaków, których ilość dochodziła do czterech na jednym patyku.
fot. Dawid Magdoń

Najczęszczym obrazek było jednak pokazywanie ogromu barw… lecz tych znajdujących się z tyłu.
fot. Dawid Magdoń


fot. Dawid Magdoń

Zdjęcia okazały się świetne jak na pierwsze spotkanie z tym najpiękniejszym jakby nie polskim ptakiem. Do za rok żołny!

Jak zwykle film z dokumentacji.