RYKOWISKO 2012: Oj działo się, działo!

RYKOWISKO 2012: Oj działo się, działo!

AKT III Środa – Oj działo się, działo!

Pogoda tego dnia lekko się zepsuła, ale na naszą korzyść z prognozy pochmurnego poranka niewiele się sprawdziło. Po wczorajszych przeżyciach, dziś siedzimy cicho jak mysz pod miotłą, w końcu w tym miejscu wczoraj tyle się wydarzyło. Rykowisko jest nieco mniej intensywne, ale przynajmniej „śpiew” byków dobiega z każdej strony, tak jak zazwyczaj.
Dziś wiemy, że jelenie są blisko. Intensywny piżmowy zapach czuć bez przerwy. Czas ucieka, a między chmurami pojawiają się jasne promyki słońca. Pierwszy byk tego dnia wychodzi daleko od nas, a co gorsza idzie w odwrotnym kierunku niż oczekiwalibyśmy. Parę zdjęć dokumentacyjnych – dwunastak i to nie jakiś bardzo duży. Może wróci?… Chwilę później, w linii młodnika, tuż przy rowie rozdzielającym ostoję od luźnej, bagnistej brzeziny pojawia się pojedyncza łania. Nie wyczuwa nas, a już na pewno nie zauważa. To dobry znak – wcześniej czy później pokaże się i jej towarzysz. Tym razem natura nas jednak wynagradza lepiej, niż się mogliśmy spodziewać. Nim dane nam było zobaczyć pierwszego byka, kolejny zaraz obok odzywa się chrapliwym, mocnym rykiem. Drugi mu wyraźnie wtóruje, nie pozostająć dłużnym. Nagle do sylwetki jednego z byków dopada z impetem drugi. Niemożliwe – druga walka dzień po dniu, w tym samym miejscu! Trzaski poroża, huk łamanych drzew i gałęzi tylko wzmaga wrażenia. Uderzają o siebie porożem i zaczyna się widowisko!

fot. Dawid Magdoń

Już je widzę w wizjerze, naciskam na spust migawki, a łania – sprawczyni tych codziennych przepychanek wchodzi przed aparat. Na moment zasłania starcie, ale wyraźnie nie spodobały jej się trzy aparaty jednocześnie trzaskające migawkami . Ucieka, ale walka nie słabnie, a wręcz narasta na sile!

… a w tle walka – fot. Michał Kut

Wyraźnie mocniejszy osobnik bez problemu przepycha konkurenta przez rów, łamiąc przy tym kilka młodych sosen. 30, 25, 20m – zbliżają się w naszą stronę! Kilka sekund przerwy i znów uderzenie. Serce bije mi jak oszalałe, aparat ledwo wyrabia z zapisem ciągłych serii zdjęć. Trzaski i szczęk mocarnych wieńców przeplatają się z głośnym oddechem zapaśników. Wykręcają głowy w prawo i lewo, wydzierają kępy trawy. Słabszy aż przysiada na tylnych łapach pod naporem dominatora.

fot. Michał Kut

15, 10m, 5m – coraz bliżej są! Drzewka, gałęzie złamanych sosen nie stanowią oporu ani dla wieńca, ani dla kopyt. Teraz wydaje się, że zaraz wejdą nam w czatownie, że wyciągnięcie ręki pozwoli złapać je za rogi… Zmniejszam ogniskową, opór – 100mm , dalej się nie da. Nawet tak nie jestem w stanie ich pomieścić w kadrze…

fot. Dawid Magdoń

Gołym okiem widać poroże prawie wbite w skórę rywala, napięte mięśnie i ten zacięty wzrok w walce o jedną łanię. Ich oddech miesza się trzaskiem naszych migawek, przerwanych tylko oczekiwaniem na bufor zapisu zdjęć. Nasze wyobrażenia o byku niedaleko nas, nawet nie wybiegały do takich scen. Upływa sporo czasu, a walka nie traci rozmachu. Raz w prawo, raz w lewo i tak wydaje się w nieskończoność.

fot. Michał Kut

Wreszcie wyraźnie jednak jeden zaczyna słabnąc, nie stawia oporu z taką mocą jak wcześniej. Wepchnięty w kolejny rów przegrywa starcie. Wyciągnięte języki, nisko opuszczone głowy i wyraźne zmęczenie widać po obydwu. Zwycięzca nie ma nawet siły wydać z siebie triumfalnego głosu zwycięstwa. Pokornie, wieniec w wieniec wracają na odpoczynek do ostoi. Z bananem na twarzy, zdrętwiałymi kolanami jeden po drugim opadamy na ziemię rozprostować nogi. Zwycięzca walki postanawia się jeszcze zaprezentować i na moment staje w granicy ostoi. Robię jeszcze dwa ujęcia, po czym byk powoli wchodzi w głąb lasu.

Koniec walki… – fot. Dawid Magdoń

Przez kolejnych kilka minut prawie bez słowa łapiemy oddech podziwiając kadry zapisane na karcie. Chłodne przegląd zdjęć i ocena zdjęć przynosi zaskakujące wnioski – zwycięzca jest nam dobrze znany – to dziarski 14stak obserwowany w poniedziałek zwycięski we wtorkowej walce. Przegrany to 16stak, podobnej budowy. Chwilę później Zwycięzca staje u progu ostoi, by jeszcze raz zaprezentować się przed odpoczynkiem. Spogląda na nas, by za moment wejść spokojnie w głąb gęstwiny.

fot. Michał Kut

Jedno zdarzenie wynagrodziło 3 lata przygotowań, rozpoznawania terenu. Niedoskonałości zdjęć, trawy wchodzące w kadr, czy zasłaniające walkę drzewa przestają mieć tu znaczenie – jako bierny obserwator trafiliśmy w czas i miejsce, utrwaliliśmy widowisko w prawdziwym lesie z udziałem dzikich zawodników. Matka Natura po raz kolejny udowodniła, potrafi wynagrodzić cierpliwość i pokorę dla przyrody. Rykowisko to piękny spektakl przyrody, którego obserwacja jest ciekawym przeżyciem, ale być w jego sercu, zbliżyć się na kilka metrów do jakże płochliwego króla lasu to magia której nie da się opisać.

 fot. Dawid Magdoń