RYKOWISKO 2012: NIESPODZIEWANE SPOTKANIA

RYKOWISKO 2012: NIESPODZIEWANE SPOTKANIA

AKT II Wtorek – Niespodziewane spotkania

Dzień jak co dzień w rykowisku, byki grają jak w poniedziałek, ale temperatura nieco się podniosła. Pewnie jelenie wcześniej zamilkną… Ekipa dziś jest powiększona o Mikołaja, będącego gościnnie na „naszym” rykowisku. Po ciuchu wchodzimy na miejsce i czekamy. Świt przychodzi dość szybko, robi się jaśniej, ale coś jeleni nie widać. Nie wiedzieć czemu cichną ryki z prawej w trzcinowiskach, a te lewej przenoszą się w głębię ostoi. Coś jest nie tak…. Słońce dopiero zaczęło mocno świecić, a robi się spokojnie jak nigdy. W końcu ciszę przerywa głośny trzask łamanych gałęzi – w naszą stronę pędzi jak oszalały młody byk – ciekawe co go spłoszyło? Obserwacje lornetką nic nie dają –jeleni nie ma w polu widzenia. Jedna jasna plama między drzewami nie daje się tylko określić czy to tylko liście w blasku słońca, stojący jeleń między drzewami czy jeszcze coś innego… Wyjaśnienie dosłownie przychodzi za kilkadziesiąt minut – to „człowiek z branży” podchodzący te same byki, na które czekaliśmy. Widząc, że idzie w naszą stronę, zostawiamy Mikołaja ze sprzętem, a sami wychodzimy mu naprzeciw. Nim zdążyliśmy wypowiedzieć jakieś sensowne zdanie – niespodziewany gość mówi „ jeden z was to Magdoń drugi Kut…?” Zamurowało nas – środek lasu, o tym że fotografujemy w tym terenie wie tylko leśniczy, ale skąd taka sława? Zamieniamy parę słów i rozchodzimy się w swoje strony.
Niestety kolejne 2 godziny czatowania nie przynoszą rezultatów. Dawid rzuca propozycję, żeby zmienić miejsce zasiadki, przenosząc się kilkadziesiąt metrów bliżej miejsca gdzie je widujemy. No cóż, myślę, zaryzykować można. Pośpiesznie wybieram pierwszy z brzegu świerk i unosząc lekko gałęzie przygotowuję z Mikołajem prowizoryczną czatownię. Pole widzenia jest szersze niż poprzednio, wyjście z młodnika bliżej – może być ciekawie! Dawid przynosi swoją trzysetkę i mierzy jak sceneria będzie pasować do naszych obiektywów. Nim kończymy budowę zjawia się spotkany rano przyrodnik. Zamieniamy parę słów wymieniamy wiedzę o terenie – rozmowa się klei. Dookoła już spokojnie i wszystko wskazuje na to że jelenie już odpoczywają w ostojach. Mikołaj zapina obiektyw „50tkę” i robi nam zdjęcia podczas rozmowy. Nie zachowujemy się specjalnie cicho, ale rozmawiamy półgłosem.

…z niespodziewanym gościem. Fot. Mikołaj Stawowy

Wtem z daleka z prawej biegnie w naszą stronę spłoszona chmara z poznanym w poniedziałek 14stakiem. Jak na komendę wszyscy przykucamy i czekamy co się wydarzy. Jelenie dosłownie wbijają się w ostoję, ale dzieje się coś dziwnego. Łanie wbiegają w głąb młodnika, a byk zaczyna ryczeć – chyba spotyka odpoczywającego konkurenta niedaleko nas. Tak – jest drugi byk – sylwetka majaczy w  cieniu młodego sosnowego lasu. Wyraźnie zbliżają się do siebie… Mnie piknęło – przecież mój aparat leży w starej miejscówce, 50m od nas! Jak na złość byki ostro podążają na siebie. Huk uderzających o siebie poroży, trzask gałęzi – tak, mamy walkę! Wszystko dzieje się bliżej niż sobie mogłem sobie wyobrazić, tuż na granicy młodnika. Jelenie ostro przepychają się raz w jedną raz w drugą, ale widać wyraźnie prowadzenie większego.

Jeleń w oku obiektywu 50mm. Blisko… bardzo blisko… Fot. Mikołaj Stawowy

Zakończona potyczka to nie koniec przeżyć dla nas – wykończone walką, z otępiałymi zmysłami wychodzą prosto na nas. Gdzie ja mam aparat!!! 10m od nas wychodzi najpierw 12stak, a za nim poznany z waleczności w poniedziałek 14stak. Pierwszy nawet nie zauważa że ludzie są na wyciągnięcie ręki. Wygrany w całej sytuacji jest Mikołaj, bo akurat ma podpięty obiektyw „portretowy” i z tej odległości pstryka krótką serię.Dawida „300” ma za blisko, a ja… nie mam aparatu przy sobie!. Widowisko i bliskość akcji wynagrodziło brak ujęć na karcie pamięci. Zostało nam tylko ochłonąć i dokończyć maskowanie czatowni.

Najlepsze w końcu dopiero miało nadejść następnego dnia… o tym napiszę w następnej części…